Bagan czyli Temple, Templejty, Wschody i Zachody

Do Bagan dotarliśmy o czwartej nad ranem, po całonocnej podróży autobusem bez drzwi i części okien. Bez ociągania się znaleźliśmy hotel (Pinsa Rupa – całkiem przyzwoity). Szybki prysznic (była ciepła woda!!!!) i huzia na rowery. Carpe Diem i co masz zrobić jutro zrób dziś, bo nie wiadomo czy ci motywacji i siły na jutro starczy! Z niewyraźną, odręcznie przez kogoś naszkicowaną mapą wyruszyliśmy na poszukiwanie wysokiej stupy czyli świątyni, z której moglibyśmy podziwiać wschód słońca. Ciężko się tak podróżuje w zupełnej ciemności nie rozumiejąc znaków, których i tak jak na lekarstwo.. Gubisz się, nie wiesz, ba! nie widzisz gdzie jesteś.. No ale w końcu nie byliśmy sami – psychologia tumu nas doprowadziła do celu;)

Przejeździliśmy tak dwa dni – o poranku ciemno i zimno, w dzień nieznośny kilkudziesięciostopniowy upał i chmury kurzu spod startych rowerowych opon i naszych znoszonych sandałów, pchające się uparcie do naszych nosów, gardeł i oczu (dotarły i zostawiły też ślad na matrycy albo lusterku w moim aparacie i kurna cza to teraz naprawiać!).

Nadal nie mogę pojąć po co było im tyle świątyń i jak to zrobili, że je pobudowali na tak wielkim terenie.. zajęło im to podobno setki lat.. Ciekawe też, jak ten cały teren wyglądał, kiedy do kraju nie wpuszczali turystów? Teraz jest ich tam mnóstwo (turystów znaczy) a i tak wydaje się, że cały ten obszar Bagan jest.. nie tak zatłoczony jak inne atrakcyjne turystycznie miejsca. I jak pomyślę sobie, że granice kiedyś były zamknięte i w Bagan nie było turystów to widzę miejsce jeszcze bardziej przepiękne i  magiczne.

bagan burma-49

Wyobraźcie sobie wschód słońca… Horyzont naszpikowany cienkimi igiełkami małych świątyń, delikatnie przebijającymi nisko unoszące się tumany mgły. Nie, to nie mgła, jak się po chwili orientuje. To kurz. Cięższe, ale nadal filigranowe bryły tych większych i całkiem ogromnych templi, górujące nad małymi jak opiekuńczy rodzice. Kilka z nich nawet ma takie przydomki – mother temple, father temple i child temple.. Z każdą minutą widok się zmienia – każdy krok zmierzających do pracy ludzi to nowy obłok ciężkiego, pomarańczowo-mlecznego kurzu, każda minuta zmienia nasycenie światła, jego kolor, temperaturę a nawet zapach. A nad tym boskim widokiem, kiedy jest już wystarczająco jasno, zaczynają się unosić balony. Nadal nie wiem kogo na to stać, żeby za 40-minutowy lot płacić $300, ale zdecydowanie, jest ich wielu tych bogaczy. Przedstawienie można oglądać codziennie i czasami balonów jest po prostu więcej niż zwykle.

bagan burma-70

Trzęsienie ziemi w latach 80tych podobno strawiło ponad połowę świątyń. Odbudowano tylko część – podobno bez specjalnego zamartwiania się czy to kamień ,z tej, czy z innej świątyni. Po prostu wyniesiono wyniesiono w górę co w gruzach leżało. I tak to teraz wygląda…

One thought on “Bagan czyli Temple, Templejty, Wschody i Zachody

  1. A peaceful calming feeling washed over me as I looked through your photos, I was there in spirit if not in body.. beautiful. Thank you.
    Emer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *