Bukareszt / Bucharest

Nie planowaliśmy Bukaresztu jako ostatniego miejsca, które odwiedzimy w Rumuni. Nie planowalismy, że zostaniemy tu dłużej niż jedną noc. Okoliczności Zadecydowały za nas. Zostaliśmy tam trzy noce.. i każdą z nich spędziliśmy w innym miejscu.

..ale po kolei…

Sibiu – Bukareszt

Po wycieczce po miastach i wioskach Transylwanii, musieliśmy się kierować na stolicę Rumunii. Ania stąd wracała do Dublina, a my mieliśmy zamiar jechać nad morze Czarne. Drogę z Sibiu do Bukaresztu (280 km) pokonaliśmy w jakies 4 godziny. To i tak nie tak zle, biorac pod uwage to, polowa trasy prowadzi przez gory. Najpierw kręta droga nr 7. Krajobrazy piękne, ale ogólnie trasa jest raczej męcząca i stresująca. Niekończące się łańcuchy ciężarówek i tirów, i co jakiś czas narwany kierowca osobówki, próbujący wyminąć nas i kilka następnych ciężarówek. Oczywiscie na zakręcie i na ciągłej podwójnej. Nie muszę dodawac, ze przed nami nie jechało 5, ani nawet 10, czy 20 pojazdów, które trzeba było wyprzedzić, żeby sie wysunąć na czoło tego peletonu. To był niekończący się sznur samochodów. Po około dwóch godzinach takiej jazdy, jakość drogi sie poprawia i na niektórych odcinkach są dwa pasy w jednym kierunku, tak, ze nawet da sie wyprzedzić kilka ciężarówek. A kiedy masz juz dosyć, zostaje jeszcze taki sam odcinek, tyle, że autostradą. Na sam koniec wisienka na torcie. Przejazd przez Bukareszt. Wolna jazda bez trzymanki. Jak to w stolicy, wszyscy sie oczywiscie spieszą i bardzo denerwują. Często, nawet bardzo często, nie używają migaczy i potrafią w ten sposób zmienić trzy albo i cztery pasy ruchu. Parkowanie na awaryjnych (albo i bez) i blokowanie pasów (nawet na tych wielopasmowych przelotówkach przez miasto) jest na porządku dziennym. Nie wspomnę juz nawet o jeździe pod prąd, i to nie tylko w jakichś bocznych uliczkach, ale tez na tych głównych i na skrzyżowaniach. Przy tych zwyczajach panujących na drogach, zadziwił niezmiernie nas fakt, że kierowcy zawsze zatrzymują się przed przejściami dla pieszych. Nawet jeżeli pędzą setką, a widzą pieszych czekających przy przejściu, zatrzymają się, choćby to miało znaczyć hamowanie z piskiem opon. Pamiętam, jak zdarzało mi się czekać w Polsce na przejściu dla pieszych po kilka minut, lub nadkladac drogi do przejścia ze światłami. U nas biedny pieszy jak nie ma świateł to nie ma szans na przejście. Tutaj w Rumuni, kierowcy puszczają pieszych, nawet na tych przejściach bez świateł. To było naprawdę zaskakujące i miłe. Z drugiej strony, byliśmy zdziwieni, że piesi wchodząc na ulicę, nie upewniają się, czy nic nie jedzie. Wyobrażacie sobie coś takiego w Polsce? Ja kiedy przejdę pierwszy pas na kilkupasmowej drodze, nie wyobrażam sobie nie zatrzymać się i nie sprawdzic, czy kierowca jadący kolejnym pasem tez sie zatrzyma, czy moze bedzie mu sie spieszyć. A wracając do jazdy autem po Bukareszcie, stres był duży, szczególnie dla kierowcy. Udało się na szczęście dotrzeć do celu bez żadnej kolizji.

Bukareszt

Cismigiu Gardens

Mieliśmy szczęście, bo pomimo deszczowej prognozy, Bukareszt przywitał nas słońcem. Z mieszkania wybraliśmy się na spacer do ogrodów Cismigiu Gardens. Jest to park z jeziorkiem i łódkami które można wypożyczyć juz za 10lei. W parku kilka ogródków piwnych, restauracja, budki z lodami.Sympatyczne miejsce, żeby uciec od zgiełku ulicy i szarych raczej ponurych murów monumentalnych budowli które górują nad centrum Bukaresztu. Architektoniczne Bukareszt to miszmasz przeróżnych stylów i epok. Stare cerkiewki cicho ukrywające się między szarymi blokami epoki komunizmu. Gustownie odrestaurowane zabytki art noveau i art deco, które powstały jeszcze w XIX wieku i na początku XX wieku, kiedy miasto nazywano ‚Paryżem Wschodu’ sąsiadują ze zdewastowanymi gmachami, które czasy świetności mają dawno za sobą. Działania Caocescu, rewolucja, dwa duże trzęsienia ziemi (ostatnie w 1991) sprawiły, że Bukareszt to teraz miasto architektonicznych kontrastów. Wiele zabytkowych budynków, które były przebudowywane, nosi znamiona kolejnych epok. Często wyglądają jak by ci którzy je przebudowywali, nie przejmowali się zupełnie estetyką tego, nad czym pracowali.
Parlament Bukareszt  Pałac CaocescuZ parku pomaszerowalismy w stronę Parlamentu, czyli jak wyczytałam w Lonely Planet, drugiego pod względem wielkości budynku na świecie (330 tys m2). Pierwszy co do wielkości jest podobno Pentagon w USA. Budynek to owoc mrgalomsńskich zapendow Caocescu (duża cześć miasta została zrównana z ziemią aby mógł powstać wraz z otaczającymi go monumentalnymi gmachami). Powstał w latach 80tych i nigdy nie został ostatecznie ukończony. Z daleka nie wydaje się taki wielki, dopiero kiedy próbujemy go obejść na piechotę zdajemy sobie sprawę, ze zajmuje to trochę czasu. Niestety nie wchodzimy do środka, bo właśnie minęła 16.00 czyli godzina zamknięcia pałacu dla zwiedzających.
Stavropoleos Monastery BukaresztSłońce pali – jest około 26 stopni, ale jak to w mieście, wydaje się, ze jest więcej. Z moim bolącym tyłkiem w tym skwarze, zaczynam się czuć trochę zmęczona. Próbujemy znaleźć Stare Miasto, niestety wybieramy okrężną drogę (oczywiscie nie zdając sobie z tego sprawy) przez okolice, które nie robią na mnie dobrego wrażenia. Docieramy do placu Unirii i stąd odbijamy w końcu na stare miasto. Krajobraz zmienia sie natychmiast. Wąskie uliczki, oblane popołudniowym słońcem a w nich prawie wyłącznie kafejki, bary i restauracje. Dziesiątki stolików i parasoli idealnie ustawionych w rzędach. Każdy lokal ma swojego ‚zapraszacza-namawiacza’. Zapada decyzja, zebostatni i jedyny dzień w Bukareszcie spędzimy tutaj, siedząc w słońcu i dekektując sie Rumuńskim piwem i jedzeniem.
Początkowo mamy wprawdzie problem ze znalezieniem stolika w słońcu, w lokalu, w którym by serwowano Rumuńskie piwo (dwa warunki na to popołudnie), w końcu się jednak udaje. Spędzamy popołudnie w słońcu a wieczór obserwując nocne życie Bukatesztu :))
Nie jedno stare miasto i centrum życia nocnego w miastach Europy mogłoby Bukaresztowi pozazdrościć.

Kolację jemy w szwajcarskiej restauracji (tydzień wcześniej byliśmy w szwajcari i nie udało nam sie zjeść Founde, postanawiamy wiec ten błąd naprawić w Rumunii, tym bardziej, ze tu kosztuje ono 3 razy taniej )
Nazwa: O ile dobrze pamietam miecia sié ona w hotelu Europa Royale
Restauracja wydaje się bardzo ekskluzywna, ceny jak na Rumunię też dosyć wysokie. Pomimo tego, robimy tzw ‚sharing’ czyli zamierzamy sie dzielić jedzeniem, nikt nie daje sie nam poczuć źle. Przeciwnie. Obsługa jest bardzo sympatyczna.
Zamawiamy
Founde serowe na starter za 39Lei (1 porcja i dzielimy się na 3) i Founde z zupą, czterema sosami i trzema rodzajami mięs za 89Lei (w menu jest napisane, że jest to porcja na 2 osoby, a my znowu postanawiamy się nią podzielić między naszą trójką).
Czekając na Founde – starter, zostajemy
Miłe zaskoczeni i dostajemy mini przekąskę w prezencie od szefa kuchni. Founde serowe z chlebem jest pyszne. Ja osobiście, czułam sie najedzony juz po tym posiłku. Drugie danie to selekcja mięs – z kurczaka, wieprzowiny i wołowiny. Wszystko pokrojone w cieniutkie plastetki i gotowe do gotowania. Najedlismy się pierwszym półmiskiem, a wtedy na stole wylądował kolejny! Do tego cztery przepyszne sosy, z którymi można było gotowe mięsko jeść. Na koniec, do bulionu w którym gotowaliśmy mięso kelner wbił jajko, a kiedy się ścięło, wlał bulion do miseczki i podał jako zupę. Pyszną zupę.

Po drodze do wynajętego mieszkania nie obyło się bez kolejnego piwka. Na tańce już nas jednak nie wpuścili, przez ‚pantalones’ czyli krótkie spodenki. Na szczęście dla nas, bo już była prawie druga, a rano trzeba było Anię na lotnisko wieźć i ruszać w dalszą drogę. Autostradą słońca nad morze. Niespodziewismy się zupełnie że skończymy w kompletnie innym miejscu!

Buchareszt – Konstancja

O podróży do konstancji w innym wpisie:  Autostrada Słońca – Do Konstancji i nad Morze Czarne. Wyjazd nad morze Czarne w Rumuni o tej porze roku nas trochę zaskoczył i rozczarował. Wszystko zamknięte, remonty tylko i jakies samotne psy… Fakt, że padało jeszcze to ponure wrżenie spotęgował. No więc zwialiśmy do Bukaresztu.. Pokonalśmy tego dnia ponad 600 km więc wróciliśy bardzo zmęczeni. Trochę było stresu, bo paliwo nam się kończyło, noclegu nie było, baterie w telefonach nam popadały, ale się udało. Udało się jednak wszystko ogarnąć – znaleźć hotel w centrum, parking i wyskoczyć na kolację i na piwko 🙂

Bukareszt – Noclegi

Noc 1

Foisor Residence, Strada Olari nr.23, 024057 Bukareszt

Ocena.

Super. naprawde godne polecenia. Miłe, czyste, pachnące.Jest duże łóżko i wersalka (czyli łóżko rozkładane). Bardzo wygodnie nawet w 4 osoby. Do centrum 15 min piechotą. pani sympatyczna, ale niestety na smsy ie odpisywala. Trzeba bylo do niej dzwonic…

Cena

€30 za apartament. Pokój z podwójnym łóżkiem i wersaleczka w salonie. 4 osoby spokojnie sie mieszczą.

Noc 2

Hotel Carpati Imparatul Romanilor

Ocena.

Przeciętny. A nawet poniżej. Nie mieliśmy noclegu, było późno, hotel był blisko, więc zarezerwowaliśmy. Okazało się że jest raczej szaro buro i ponuro. Jeżeli chodzi o czystość jest ok. Wprawdzie skromne, ale śniadanie jest wliczone w cenę. Parking na ulicy.  W weekend na pewno za darmo, a jak w tygodniu to nie wiem. Podsumuję tak – zarezerwowaliśmy na dwie, ale nobrze

Cena

Jeżeli bezpośrednio w hotelu, cena za noc to €27. Przez booking.com jest ciut drożej.

Noc 3

Niestety nie pamiętam nazwy. Znalazłam Apartament na Bookings.com a potem wyszperałam numer w Internecie i zadzwoniłam bepośtednio do właściciela. Udało mi się z ceny utargować dodatkowo €7. 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *