Rowerem przez podlaskie pola i lasy

Pochodzę ze wsi, a dokładnie, z podlaskiej wsi. Moje dzieciństwo to dom na skraju osady, ostatni we wiosce. Dalej już tylko pola pszenicy, owsa i żyta, łąki i w lasy w oddali. Na miedzach i skrajach pól niebiesko bylo od chabrów. Od czasu do czasu ktoś zasiał kukurydzę. Kiedy urosła wysoka można było grać w chowanego i podchody. I lalki się z kolb robiło – najlepiej z tych kolb, kóre miały długie włosy. Łąki barwne kwiatami – jaskry, maki, koniczyny, rumianki, szałwia, niezapominajki, chabry, a przy rowach moje ulubione kaczeńce. Teraz też jest pięknie, ale mam wrażenie, że łąki już nie są takie kolorowe jak wtedy. Kilkanaście lat temu drogi z naszej strony wioski były piachowe, nieutwardzone. Dziś mamy asfalt, i jakieś cementowe, kamienio-wysypaniowe utwardzenia. Żeby lepszy dojazd autem był, żeby się lepiej żyło. Dziś trzeba uważać na pędzące auta, a my kiedyś biegaliśmy samopas nieszczególnie się przejmując sunącymi powoli wozami konnymi z sianem, snopkami słomy, kartoflami (tak – żadnymi tam ziemniakami, ale właśnie z kartoflami) albo innym urodzajem.. Od czasu do czasu przejeżdżał traktor traktor a największą radochę mielismy w czasie żniw, kiedy tuż za domem przejeżdżały kombajny. Największym niebezpieczeństwem na mojej drodze do szkoły były gęsi sąsiadów (syczały i goniły) i wolno biegające psy (warczały, szczekały i też goniły). Kiedy wracam dziś do siebie (a właściwie do mamy) widzę jak to się wszystko pozmieniało i lubię się wypuścić trochę dalej, gdzie nadal nie ma asfaltowych dróg, gdzie słychać szum lasu a soczysta zieleń łąk i bursztynowe pola karmią oczy zmęczone światłem ekranów komputerów i smartfonów. Uwielbiam te rejony, ten spokój, ten czas.

podlasie

 

Ostatnio wybraliśmy się rowerami w stronę granicy. Wcale nie jest potrzebny super wypasiony rower – damka mojej mamy i podniszczony góral pożyczony od brata w zupełności się sprawdziły. Do tego dobra aplikacja  mapowa (bardzo polecam TerraMap), żeby się nie zgubić, woda, i śmiało można jechać. Około godziny wystarczy żeby dojechać niemal do granicy, ale my nie pojechaliśmy tak daleko. 3 godziny i 36 kilometrow na trasie Piszczac – Kożanówka – Kostomłoty – Połoski – Piszczac.  Okolica  na rower znakomita  – dzięki swojej płaskości nawet początkujący rowerzysta bez specjalnie dobrej kondycji da radę 🙂 

Okolice Piszczaca

Obserwuj i dziel się!
0

Powiązane zdjęcia:

Nie możemy wyświetlić tej galerii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *