Indie. Trudne początki w Deli

 

Naszą pierwszą podróż do Azjii zaczęliśmy od Indii. Czytaliśmy przewodniki, fora internetowe oglądaliśmy filmy szukając informacji i inspiracji. Słyszeliśmy również o  szoku kulturowym i estetycznym, którego ofiarą pada wielu nieprzygotowanych na Indyjską rzeczywistość turystów, chcieliśmy się wiec do tej wyprawy jak najlepiej przygotować.  Pomimo naszych dobrych chęci, chyba jednak nie za dobrze odrobiliśmy pracę domową ( nie przesadzaliśmy z przygotowaniami teoretycznymi) i byliśmy zaskoczeni tym, co zastaliśmy na miejscu.

Stacja Chotyłów.
Chotyłów. Pierwsza stacja w naszej podróży.

Pierwsza podróż do Azji, przystanek Indie, Deli. Inny świat, inna kultura. Normalny człowiek zarezerwował by sobie jakiś hotel, żeby w nowej sytuacji, zupełnie nowym miejscu poczuć się troszkę bezpieczniej. Nie my! Namnie podobały się żadne kwatery znalezione w necie i postanowiliśmy szukać hotelu dopiero na miejscu.

Wyjazd z domu o 3 rano i pociąg do Warszawy z małej stacyjki pod Terespolem. Było poniżej zera a my w lekkich ubraniach, bo w końcu w tropiki jedziemy. Na szczęście pociąg był ogrzewany. Potem szybciutko metrem z Gdańskiej na Centralną i autobusem na lotnisko.   Lecieliśmy ukraińskimi Liniami lotniczymi, Aerosvit. Pierwszy samolot do Kijowa o 9.30, tam na maleńkim lotnisku czekamy 4 godziny na połączenie z Delhi.  Łatwo było przewidzieć, że i z jednym i z drugim lotem coś będzie nie tak – oba były spóźnione o prawie godzinę. Do Delhi dotarliśmy jednak na czas, kilka minut po 3ciej rano. Formalności paszportowo wizowe trwały chwilę , ale nie były specjalnie uciążliwe.  No może poza długaśną kolejką i wpychających się na bezczela ‚tubylców’.

Lotnisko w New Delhi
Lotnisko w New Delhi

Mieliśmy plan i tak przeczekać na lotnisku do wschodu słońca, więc cierpliwie to wpychanie się znosiliśmy i przyglądaliśmy się wszystkiemu z zainteresowaniem. W samolocie dostaliśmy druczki wjazdowe, które trzeba było wypełnić. Myoczywiście nie wpisaliśmy dokładnego adresu planowanego pobytu, więc musieliśmy na poczekaniu zmyślać. Kiedy wpisywaliśmy jakiś przypadkowy adres z przewodnika (nikt nie sprawdzał ani się nie dopytywał czy mamy rezerwację) urzędnik zaczął obsługiwać stojącą za nami 12 osobową rodzinę, wiec przyszło nam odczekać swoje.

Na lotnisku coś przekąsiliśmy (w niezbyt czystych jak na lotnisko warunkach) i poszliśmy szukać metra, którym planowaliśmy dojechać do centrum.  Jak do tej pory, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona organizacją i oznakowaniem na lotnisku, przede wszystkim jednak, byłam bardzo, ale to bardzo zaskoczona standardem liniimetra – wyglądała na bardzo nową, bardzo czystą i bardzo nowoczesną. Wkrótce się jednak okazało, że jest to tylko jedna, jedyna taka w swoim rodzaju linia w Deli: Airport Express Metro Line łącząca lotnisko (stacja DwarkaSector 21)  z centrum miasta  (stacja New Delhi)

New Delhi
A to okolica, w której mieszkaliśmy. Tak wylądała już za dnia…

Wyjście na zewnątrz, szczególnie o tej porze, o której myśmy tam dotarli czyli  tuż przed świtem, jest bardzo delikatnie mówiąc nieprzyjemne. Tak, jakby z nowoczesnego, strzeżonego świata bogaczy wylądować wprost na ciemnej, brudnej, cuchnącej uryną ulicy. Na ulicach, były tłumy. Nie wiem czego się spodziewałam w stolicy kraju, który ma ponad miliard mieszkańców, z czego znaczna część żyje w ubóstwie na ulicach i w slamsach… Nie spodziewałam się chyba, że rzeczywistość będzie tak drastyczna. Ludzie ogrzewający się dookoła prowizorycznych ognisk w których paliły się drewno, papier lub po prostu śmieci. Rykszarze w swoich pojazdach, podróżni ciągnący na pobliski ( jeden z większych w mieście) dworzec  kolejowy.. Do tego jacyś naciągacze, którzy koniecznie chcieli nas gdzieś wieźć i za wszelką cenę pomagać (do nich w Indiach się trzeba przyzwyczaić).  To wszystko było tak obce, nieprzyjemne, hałaśliwe, że jak najszybciej chciałam wrócić do metra! To chyba był ten szok o którym od tak wielu ludzi słyszałam.

Wróciliśmy do metra i pojechaliśmy w podobno bardziej przyjazne backpakersom rejony. A może tak nam się tylko wydawało, bo tym razem, gdy wyszliśmy na powierzchnię było już jasno?

Znaleźliśmy hotel i po krótkiej drzemce ruszyliśmy zwiedzać miasto.

O tym jak nie daliśmy się naciągnąć 3 razy pod rząd następnym razem.

 

 

Powiązane zdjęcia:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *