Na co uważać w Wietnamie czyli
turysto pilnuj się na każdym kroku

Chciałam ten tekst zatytułować „Jak nas przywitał Wietnam”, ale o żadnym przywitaniu nie może tu być mowy, więc i tytuł jest inny.

 

Czym więc nas Wietnam zaskoczył? A tym, że na każdym kroku, za każdym rogiem czycha na turystę oszust. Cały czas trzeba się pilnować, żeby nie paść ofiarą jakiegoś przekrętu, nie przepłacić. I nie są to próżne narzekania europejskiego turysty zmęczonego Wietnamskim słońcem i zgiełkiem. Są to prawdziwe historie, które przydarzyły się nam i ludziem z którymi podróżowaliśmy w ciągu trzech pierwszych dni w tym kraju.

 

Taksówki – uważaj na liczniki 

Nawet jeżeli wiesz dokad jedziesz ( ile kilometrów i w jakim kierunku) i upewnisz się, że taksówka ma licznik, i że kierowca chce odpowiednią stawkę za kilometr (w Hanoi to od 10 do 14 tysięcy Kipów) nie czuj się bezpiecznie. My wzięliśmy taksówkę z dworca w Hanoi oddalonego o 7 km od centrum. Mieliśmy płacić 12 tysięcy za kilometr. Wsiedlismy więc i pojechali. Licznik w aucie przeskakiwał jak szalony. Kiedy przejechaliśmy najwyżej półtorej km, licznik pokazywał juz 7km! Próbowaliśmy rozmawiac z taksówkarzem i powiedzieć mu, że wiemy, że próbuje nas wyrolować, ten jednak albo udawał, albo na prawdę nie mówił po angielsku. Zadzwonił za to do kogoś, podał mi telefon i kazał rozmawiać z ryczącym z drugiej strony słuchawki głosem. Angielski po drugiej stronie słuchawki był zupełnie niezrozumiały (a może on chciał żebym po Wietnamsku rozmawiała?), poza tym wydawało mi sie, że ktos stamtąd na mnie krzyczy więc sie rozłączyłam. Po 15 minutach jazdy bardzo żółwim tempem okazało się, że przejechaliśmy 37 km!!! Chyba w między czasie sie teleportowaliśmy! Kierowca wskazywal na licznik, pokazywał 37 km i chciał od nas 500 tysięcy Kipów. Bardzo się zdenerwowalismy. Nawet ja, która zwykle nie przejmuje się takimi rzeczami. Powiedziałam kolesiowi, że albo bierze stówę i spada, albo jeżeli chce się kłócic, to w obecności policji. Wziął stówę i pojechał. Oczywiście zanim odjechał wyzwał nas: ‚Fuck you Feckers’.

 

Wypożyczanie skuterów i rowerów. 

Skutery i rowery można wypożyczyć niemal wszędzie. I nie mówię tu o oficjalnych wypożyczalniach z dziesiątkami pojazdów i podpisywanymi umowami. Często jest tak, że prywatne osoby wypożyczają swoje własne skutery. Są to zwykle pracownicy hoteli, agencji turystycznych czy restauracji. Widząc na drzwiach lokalu napis ‚Motorbike for Rent’ trudno się zorientować czy to prywatny skuter, czy z wypożyczalni. W zamian za skuter żądają paszportu. Niechętnie rozstaję sie ze swoim paszortem i zawsze próbuję zostawić jakiś inny rodzaj ID. (Zwykle wypada na dowód osobisty). Turysta odjeżdża szczęśliwy, że nie musi już chodzić na piechotę. Często, bardzo często wracając z kolejnej po drodze atrakcji, nie może już jechać, bo okazuje się, że motor ma przebitą oponę, albo co gorsze, że motoru w ogóle nie ma. W przypadku pierwszym, trzeba albo zapłacić za naprawę przed oddaniem skutera, albo zapłacić właścicielowi za zniszczenie. W przypadku drugim strata jest o wiele większa. Jeżeli skuter wypożyczony był z agencji ze spisaną umową, zwykle jest w niej wyszczególnine ile ‚odszkodowania’ płaci wypożyczający. Kwoty czasami idą w setki a nawet dolarów.

 

Wypożyczalnie skuterów  na Cat Ba w WietnamieMy padliśmy ofiarą pierwszego oszustwa. Zostawiliśmy motor na niecałe 3 minut, żeby zrobić zdjęcie zatłoczonej plaży na wyspie Cat Ba. Po powrocie, tylnie koło było bez powietrza. Ku naszemu zdziwieniu, kilka metrów dalej czekał juz jakis ‚usłużny’ wietnamczyk, żeby nam to koło napompować za jedyne 5 dolarów. Plaża była niedaleko od miasteczka, i cały czas z górki wiec postanowilismy sie przejsc i sprawdzic, czy ktos nam pomoze. Nie licz na dobre serce mieszkancow Cat Ba. Jedyna reakcją jaką wywoływała dwójka obcokrajowców pchających w słońcu motor był śmiech. (Nie mylić z uśmiechem – to był złośliwy śmiech.) Nikt nie próbował nam pomóc – tak jakby panował tam jakiś spisek. Na prośbę o napompowanie koła za każdym razem słyszeliśmy te samą odpowiedź : $5. Właściwie to znalazł się jeden mężczyzna, który chciał nam pomóc, ale bardzo szybko znalazł się też inny koleś, który nie był z tego zadowolony, skrzyczał naszego nowego przyjaciela i ten musiał się usunąć.

Zaprowadziliśmy skuter do ‚wypożyczalni’ i zaczęła się szopka. Według mnie, to bardzo dziwne, że od razu wiedzieli gdzie szukać przyczyny – czyli dziru w oponie. Dziewczyna, od której wypożyczaliśmy powiedziała, że to nie jest jej skuter i zawołała innego, rudego kolesia. Z nim równiez rozmawialśmy rano, tylko że teraz, jego angielski byl o wiele słabszy, a właściwie zanikł. Rudzielec grał bardzo niezadowolonego, i co chwilę udawał, że gdzies dzwoni i krzyczał w słuchawkę. (Zauważyłam, że nie wyciskał przy tym żadnego numeru, więc może sie po prostu nagrywał?). Niestety, nie mieliśmy żadnego dowodu, że to oni przedziurawili nam to koło i gdybyśmy wezwali policję, to by było ich słowo, przeciwko naszemu. Chcieliśmy się z tej wyspy i z tego kraju jak najszybciej wydostać. Nie mieliśmy już sił, żeby się z idiotami i oszustami kłócić. Zapłaciliśmy więc. Tomek jednak stracił na sam koniec panowanie nad sobą, i powiedział rudemu oszustowi ‚I hate Vietnam’. Koleś jak za dotknięciem magicznej różdżki odzyskał zdolność mówienia po angielsku. Niestety tylko niemiłych słów.

 

Moja rada:

Wypożyczając skuter w Wietnamie nie dawaj swojego paszportu. Daj jakiś inny dokument i najlepiej na wymyślone nazwisko. Wiem, że to może nielegalne, ale ja postaram sie nabyć plastikową kartę ze zdjęciem wyglądająca na ID. Nie przyznawaj się w którym hotelu mieszkasz, podaj inną nazwę i adres. W razie problemów zawsze można tego samego dnia wyjechać a naciągacze niech się martwią.

 

Bilety – uważaj czy dostajesz to za co płacisz

Nawet jeżeli kupujesz bilety w kasach na Wietnamskich dworcach nie bądź pewien, że masz to za co zapłaciłeś. Byliśmy świadkami sytuacji, kiedy dwie francuskie turystki, które zapłaciły za dwa bilety dostały tylko jeden. Był to bilet łączony (joint ticket) na autobus z Hanoi do przystani za Hueipong, łódź na Cat Ba i kolejny autobus z przystani w Cat Ba do miasta (Cat Ba Town). Turystki dostały dwa papierki spięte ze sobą i myślały, że wszystko jest w porządku. W autobusie kierowca kazał im zapłacić za jeszcze jeden bilet, czyli $10. Nie miały jak udowodnić, że zapłaciły za dwa bilety. Kierowca postawił ultimatum – wysiadać, abo płacić.  

 

Jedzenie – nawet 3 razy droższe dla turystów

Przechodziliśmy obok ludzi zajadających sie na ulicy pysznie wyglądającym jedzeniem. Zapytaliśmy o cenę. Sprzedawcy skonsultowali się ze sobą i padła cena. 300 tysięcy za sam Hot Pot, plus picie i warzywa dodatkowo. Mały chłopiec, który jadł z rodziną to danie, które tak nam zapachniało mówił po angielsku. Okazało się, że zapłacili za nie i za wszystko co mieli na stole dla sześciu osób 100 tysięcy.

Turyści w Wietnamie niestety przepłacaja na każdym kroku. Jesteśmy dla Wietnamczyków jak chodzące bankomaty. Pobyt w tym kraju daleki jest od beztroskego relaksu – czały czas trzeba czuwać, czy nie dajemy się oszukać. Bo to chyba jest Wietnamskie motto – oskub obcokrajowca. 

 

Powiązane zdjęcia:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *