Do Nong Khiaw trafiliśmy przez przypadek.
A może to zrządzenie losu?

Do Nong Khiaw trafilimy przez pomykę, ale jak to się mówi, nie  ma tego złego.. Wioska okazała się jednym z bardziej spokojnych i urokliwych miejsc jakie widziałam w Laosie (i nie tylko w Laosie). Jak to było?

 

Wioska Nong Khiaw w Laosie
Widok z mostu na wioskę Nong Khiaw w Laosie

Z Luang Prabang planowaliśmy jechać do Phonsavan, żeby zobaczyć sławne prehistoryczne kamienne dzbany. Podróż trwa 10 – 12 godzin, a że mieliśmy już serdecznie dosyć Laoskich dróg i tzw VIP autobusów, postanowiliśmy się zatrzymać na dzień lub dwa gdzieś w połowie drogi. Kiedy zamawialiśmy bilety, wytłumaczyłam sprzedawcy o co mi chodzi. Ten zaproponował nam kilka miejsc po drodze. Sprawdziliśmy je w Lonely Planet na moim Kindlu i zdecydowaliśmy się jechać do Nong Khiaw – uroczej cichej wioski położonej wśród dramatycznie pnących się w chmury wapiennych gór na brzegu rzeki Ou (czyli Nam Ou). Dopiero będąc na miejscu w Nong Khiaw, sprawdzając połączenia do Phonsavan zdałam sobie sprawę, że zamiast w tym właśnie kierunku, my zarezerwowaliśmy bilety w stronę Phongsali. Zamiast 250 km na południowy wschód od Luang Prabang, my pojechaliśmy 200 km na północ! Albo sprzedawca biletów nas nie zrozumiał, albo my jego. Nie rozpaczamy jednak, bo miejsce jak już wspomniałam jest cudowne.

 Bilety na minivana do Nong Khiaw kosztuje 55 tysięcy kipów, jeżeli jest kupowany bespośrednio na dworcu. My kupiliśmy je u kolesia z agencji naprzeciw naszego hotelu, więc były nieco droższe – 70 tysięcy kipów na osobę, ale serwis obejmował odbiór z hotelu i transport na dworzec.

 O 9.15 rano przyjechał po nas busik (15 minut spóźnienia!).

Bus z Luang Prabang do Nong Khiaw
Bus z Luang Prabang do Nong Khiaw

Jesteśmy pierwsi, ale po drodze zabieramy turystów z innych hoteli i już po pół godzinie nie ma gdzie palca wetknąć. Wszystkie miejsca zajęte – w zasadzie, to moglibyśmy jechać bezpośrednio do Nong Khiaw, ale jedziemy na dworzec,żeby się przesiąść w innego minivana. Nie ma miejsca na bagaż, więc wszystkie plecaki, torby, pudła, skrzynki, kosze z kurczakami i worki z prosiętami (!) wędrują na dach. Dodam, że inwentarz jest żywy, w zwązku z czym się zastanawiam, czy w takim samym stanie zostanie przez właścicieli odebrany w Nong Khiaw. Nie jestem tego pewna, bo kierowca szczelnie przykrywa wszystko plandeką. No ale w końcu to pora deszczowa więc trzeba bagaże przykryć.

Podróż jest nawet przyjemna. Jak zwykle słucham na Kindlu książki. Tym razem to druga część trylogii Stiega Larsona – „The Girl who played with the fire”. Słuchanie książek w czasie jazdy bardzo mi pomaga – chyba w ten sposób odwracam uwagę mego mózgu i oszukuję go, że wcale nie mam choroby lokomocyjnej. Poza tym, droga do Nong Khiaw to jedna z niewielu w miarę równych dróg w północnym Laosie. Krajobraz, im bliżej do Nong Khiaw, tym jest piękniejszy. Widzę coraz bardziej strome poszarpane szczyty gór, tu i ówdzie zatopione we mgle i chmurach.

Po trzech godzinach jazdy docieramy do maleńkiej stacyjki autobusowej. Dwa budynki. Kasa, w której wszystko jest pootwierane, ale nie ma żywego ducha. Drugi, większy budynek z kilkorgiem drzwi, który wygląda jak toaleta, jest zamknięty na cztery spusty. Jesteśmy jedynym pojazdem na dworcu. Nie ma nawet żadnych tuktuków. Jak dotrzemy do centrum – zastanawiam się? W Lonely Panet nie ma żadnej mapy, a my nie ściągnęliśmy mapki z Googli, więc nie wiemy dokładnie gdzie

Nong Khiaw - hotele przy rzece
Nong Khiaw – hotele przy rzece

jesteśmy. Zauważam za kasą wiatę z ławeczkami dla podróżnych – taka poczekalnia pod gołym niebem. Siedzi tam dziewczyna o azjatyckim wyglądzie. Czyta jakąś książkę po Angielsku. Wygląda, jakby czekała na autobus. To znaczy, że pewnie spędziła tu już jakiś czas i pewnie będzie wiedziała jak daleko jest do centrum. Bingo! Mówi nam, że wioska jest mała, do centrum jest około 20 minut piechotą. Tyle, że my mamy wielkie plecaki, jest gorąco, i nie uśmiecha mi się taki kawał z buta szorować.. Nagle na stację wjeżdża coś większego niż busik, a mniejszego niż autobus – taki rozklekotany ogórek na 20 osób. To chyba nasz transport! Płacimy po 5 tysięcy od osoby za podwózkę na drugą stronę rzeki, bo właśnie po drugiej stronie wg informacji z LP jest najwięcej opcji noclegowych.

 Ja zostaję z plecakami w pierwszej przy moście restauracji, a Tomasz i Gleb idą rozejrzeć się za jakimś noclegiem. Widok jest przepiękny. Jest lepiej, niż się spodziewałam. Cisza, spokój, piękne góry, rzeka. Idealne miejsce, żeby sobie od dużego miasta odpocząć (ha ha – to brzmi trochę jak żart, bo w Laosie nie ma dużych miast! )

 Chłopaki wracają po 30 minutach. Znaleźli nocleg za 30 tysięcy kipów. To bardzo tanio. Właściwie to najtańszy nocleg jaki mieliśmy w Laosie. Żadne luksusy to oczywiście nie są. Zwykłe bambusowe chatki na palach, ale z łazienkami i ciepłą wodą. No i czyste. Jak to w bambusowych chatkach o plecionych ścianach, pełno było dziur. Baliśmy się trochę, że będą komary. Na szczęście we wszystkich pokojach były moskitiery. Później okazało się, że mimo tego, byliśmy bardzo blisko rzeki, wcale nie było komarów, i wieczorem można było nawet posiedzieć na werandzie pod domkiem. Przed domkami, w ramach dekoracji poustawiane są starych zardzewiałe Amerykańskie bomby lotnicze. Przyznam, że to dziwny uczucie relaksować się kilkadziesiąt centymetrów od takiego półtorametrowego monstra, które zostało zbudowane w celu zabijania ludzi.

 W Nong Khiaw zostaliśmy dwie noce. My, bo Gleb drugiego dnia pojechał w stronę granicy z Wietnamem. Jako Rosjanin był tu na innych warunkach niż my. My, Polacy potrzebujemy wizy by wjechać do Laosu. Kosztuje ona $30. Rosjanie nie potrzebują wiz do Laosu i Wietnamu, jeżeli zostają w kraju do 2 tygodni. Zostało mu 3 dni, żeby opuścić Laos. 

Co można robic w Nong Khiaw

Spacer po wiosce

Spacer popołudniu, lub wcześnie rano po wiosce jest bardzo przyjemny i daje wiele dobrych okazji do robienia zdjęć. Można zejść nad rzekę Ou i przyjrzeć się pracy rybaków. Widzieliśmy też świniobicie w porcie, tuż obok miejsca, skąd odpływają łódki.

 Jaskinie Pha Tok

Idąc cały czas asfaltową drogą około 2,5 kilometra na południe od

Gleb pokazuje zdjęcia naszym małym przewodnikom z jaskini Pha Tok
Gleb pokazuje zdjęcia naszym małym przewodnikom z jaskini Pha Tok

miasta (po przeciwnej stronie rzeki niż przystań z której odpływają łódki) dojdziemy do zespołu kilku jaskiń. Monumentalne wapienie wyrastające z pól ryżowych i ukryte w nich jaskinie. Bilet kosztuje 5000 kipów na osobę, ale przygotujcie się na to, że będziecie mieli małych przewodników. Grupa przedsiębiorczych lokalnych dzieciaków w wieku pomiędzy 4 i 14 lat dołącza zwykle do turystów. Starają się być pomocni, prowadzą przez jaskinię (która jest bardzo mała i na prawdę nie wymaga prowadzenia po niej), świecą pod nogi, wspinają się po skałach, wciskają się w różne ukryte w ścianach dziury i oczywiście bardzo chętnie pozują do zdjęć. Na koniec oczekują opłaty. My daliśmy im 6000 Kipów z czego byli bardzo zadowoleni.

Spacer wzdłuż rzeki Ou

Bardziej niż wyprawa do jaskiń, podobał mi się spacer na wschód

Dzieciaki z Wioski Nong Khiaw w Laosie
Dzieciaki z Wioski Nong Khiaw w Laosie

od Nong Khiaw wzdłuż rzeki Ou. Trzeba skręcic w pomarańczową, polną drogę za ośrodkiem Riverside Resourt po prostu iść przed siebie. Mamy dla siebie ciszę, góry, piękne widoki rzekę i na pola uprawne. Po drodze mijają nas trzy skutery. Wiozą na nich kozy na tylnich siedzeniach. Potem jeszcze jeden, ze świnią w bambusowej klatce. Po około 2 godzinkach spokojnego marszu dochodzimy do wioski Hat Sao, gdzie wita was banda rozwrzeszczanych, roześmianych dzieciaków. Mają dwa rowery – oba bez siodełek i bez opon. Wspinają się z nimi na górkę i zjeżdżają na samych ramach w dół. Mają też jakieś koła, które również ciągną za sobą na górkę a potem puszczają w dół i biegną za nimi z patykiem. Zabawa polega na tym, żeby nie dać się kołu przewrócić.

Droga wiedzie dalej wzdłuż rzeki, ale my bylismy już zmęczeni i wróciliśmy do Nong Kihiaw. 

Wycieczka łódką po rzece Ou

Z Nong Khiaw można wybrać się łódką na wycieczkę po rzece.

Nong Khiaw – widok na rzekę Ou

Trzeba po prostu puść do przystani i znaleźć chętnego na taki układ właściciela łódki.

Są tu też łodzie które pływają z regularnymi kursami do pobliskich wiosek. Szczególnie polecam wioskę Muang Ngoi Neua, do której można dostać się tylko rzeką, w związku z tym nie ma tam samochodów. Jest tam może jeden skuter. Nie ma tu też elektryczności, poza tą z generatorów. Muang Ngoi Neua jest jednym z ulubionych miejsc dla tych , którzy chcą uciec od zgiełku.

Jak wyjechać z Nong Khiaw ?

Z Nong Khiaw można sie wydostać łodzią, ale zależy to w dużej mierze od sezonu. Jeżeli nie ma wystarczająco dużo chętnych na podróż, łódź po prostu nie odpływa.

Nong Khiaw – czekamy na autobus do Xam Nuea

My postanowiliśmy jechać do Xam Nua, miasteczka oddalonego o około 10 godzin drogi i dopiero stamtąd jechac do Phonsavan. W hotelu dowiedzieliśmy się, że jest jeden autobus, który wyjeżdża z Luang Prabang  około godziny 10, co oznacza, że powinniśmy być w gotowości od godziny 12. Nie musieliśmy iść na dworzec, bo właściciel hotelu zaoferował się zatrzymać dla nas autobus. Czekaliśmy więc na transport pod hotelem.  W Laosie to nigdy nie wiadomo o której godzinie autobus przyjedzie. Wszystko zależy od pogody, warunków na drodze i kilku jeszcze innych czynników. Przyjechał o 12.30. Mieliśmy szczęście, bo były dokładnie 2 wolne miejsca.

Galeria zdjęć z Nong Khiaw

Powiązane zdjęcia:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *