Produkcja karmelowych cukierków – Birma

Na taką wytwórnię cukierków natrafiliśmy w jednej z wiosek nad jeziorem Inle w Birmie.  Każda rodzina ma tam jakąś specjalizację – robia cukierki, chipsy, prażone orzechy, pażoną fasolę itp. Wygląda  to wszystko niesamowicie, bo na każdym etapie produkcji wykorzystywane są bardzo proste narzędza. Żadnej automatyzacji a jednak wszystko idzie bardzo sprawnie. I wydaje się, że sprawia im to radość.. 
Patrząc an to wszystko, przypomniałam sobie swoje dzieciństwo na wsi.. wspólne zbieranie ziemniaków, prace w ogrodzie, sianokosy.. Cała rodzina się zbierała i wszyscy szli pracować razem u cioci jednej, a jak było skończone, to u cioci drugiej, a potem u wójka i tak dalej. Jedzenie na wynos na ściernisku,kotlety z gara albo kanapki w papierze śniadaniowym (pamiętacie?) i kompotot ze szklanej butelki po jakiejś wódce… A jak zimą nie było pracy w polu to ciotki się zbierały na wieczorki, plotki, szydełkowanie i dzierganie, obowiązkowo przy rozgrzewającej domowej roboty nalewce. I rodzina była blisko, była razem. Dziś na to nie ma czasu i potrzeby nie ma bo wszystko zautomatyzowaane, każdy gdzieś pędzi. A w Azji, w Birmie, czas nadal płynie powoli.. ot tak mi się zebrało na sentymenty.

Dawno w Polsce na wsi nie byłam. Czy u as też jeszcze są takie miejsca, gdzie czas płynie powoli?  Chętnie odwiedzę – mam czas tego lata:)

Powiązane zdjęcia:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *