Singapur. Miasto restrykcji i kar.

Po tygodniach spędzonych w miasteczkach i na wsiach w Kambodży, Laosie i Malezji, a także po wyludnionych o tej porze roku plażach Tajlandii, Singapur okazał się powrotem do cywilizacji. Można by nawet powiedzieć, że doświadczyliśmy szoku cywilizacyjnego..

Azja, w porównaniu z Europą jest mekką wolności a w wielu krajach również tolerancji. Żeby nie być gołosłownym, a równocześnie nie szukaać zbyt daleko, dwa przykłady: nie wyobrażam sobie w Europie ulicznych straganów z jedzeniem w takiej formie, w jakiej funkcjonują w Azji. Żadne przepisy tzw bhp by na to nie pozwoliły. Na starym kontynencie, jest zawsze Safety First! A jedzenie z takich straganów jest przecież takie pyszne! Miliony się tutaj nim żywią i żyją! Kolejny przykład – transport. W Azji podróżowanie na tzw pace jest na porządku dziennym. Samochody typu pick up, a na pace kilkka a często i kilkanaście osób. Proszę nie zrozumieć mnie źle – nie mówię, że jestem propagatorką tego typu podróżowania, nie upieram się też, że jest ono bezpieczne. Chcę tylko powiedzieć, że w Azji nie na wszystko jest przepis a to znaczy, że ludzie nie są tymi przepisami skrępowani. Europa natomiast unifikuje wszelkie możliwe przepisy. Coraz więcej sfer życia jest regulowanych prawnie. Kiedy jednak trafiamy do Singapuru, okazuje się, że taka prawnie uregulowana Europa to w porównaniu z nim pikuś, jeżeli się tak kolokwialnie moge wyrazić.

Singapur. Miasto państwo, gdzie bezrobocie jest niemal zerowe (obecnie to jakies 2%), statystyki dotyczące ludzi bezdomnych nie istnieja (w związku z tym oficjanie ich nie ma )a przestępczość jest na minimalnym poziomie. Kiedy mieszkałam w Irlandi, na pierwszych stronach gazet pojawiały się historie o zabójstwach, albo porachunkach mafijnych i zabójstwach . W Singapurze niusem lądującym na pierwszej stronie krajowej gazety jest bójka taksówkarza z klientem, w wyniku której taksówkarz łamie palec a klient za ten występek zostaje skazany na dwa miesiące więzienia. Podobno to najbezpieczniejsze miejsce na świecie, gdzie, żeby zarezerwować stolik w zatłoczonej knajpie zostawia się na nim torbę, smartfona albo banknot $50, odchodzi się kupic jedzenie a po powrocie rzeczy są na swoim miejscu.

Jak to osiągnęli? Cóż, uregulowali prawnie każdą możliwą dziedzinę życia. Miasto jest Słynne z tego, że za wszystko niemal można tu zostać ukaranym.

„I pamiętaj, żeby nie pić w metrze. Możesz dostać karę” Powiedziała mi pierwszego dnia koleżanka u której zostawaliśmy. „I jeść oczywiście też nie można. I uważaj, żeby nie palić na ulicy, a już na pewno nie rzucaj petów na ziemię. I pamiętaj, że gumy do żucia są tutaj nielegalne! Trzeba mieć na nie receptę (!), inaczej zapłacisz karę.” Lista czynów zabronionych jest długa i codziennie dziesiątki ludzi jest karanych grzywnami – od kilkuset do kilku tysięcy dolarów Singapurskich.

Za poważniejsze wykroczenia można zostać skazanym na… biczowanie! Nie żartuję! Nie ma tu kieszonkowców, bo za kradzież grozi właśnie biczowanie. Nieprzyjemnie co? Są tu nawet specjalne szkoły i kursy uczące różnych technik biczowania.

Singapur jest również jednym z tych miejsc na Świecie, gdzie można zostać skazanym na karę śmierci. Obrońcy praw człowieka trąbią o krajach trzeciego świata, czy dyktatorach którzy zabijają. Nigdy, przenigdy nie słyszałam, że karę Śmierci wykonuje się również tutaj i to bez specjalnych postępowań procesowych. Czyżby dyplomatyczne milczenie?

Być może dla niektórych Singapur to miasto idealne. Jest praca, jest kasa, jest całe mnóstwo sklepów, barów, restauracji, świetnie zorganizowana komunikacja, no i czysto i jak na tak ogromne miasto nawet zielono. Dla mnie Singapur wydał się miastem bez duszy, miastem planszą, gdzie trzeba postępować wg ustalonych zasad, i gdzie nie ma miejsca na pomyłki i błędy. Wielki budowniczy wszystko tu skrupulatnie rozplanował. Pozostawił kilka starych i urokliwych miejsc (jak np Liittle India, China Town czy Arab Street), do których ciągną wszyscy turyści. Dokładnie wyliczone i wymierzone kilkanaście budynków, albo dwie czy trzy ulice zachowano i wyglądaja teraz trochę jak pozostałości ze starej planszy. Tuż obok na nowej planszy wyrastają ogromne wieżowce. Wszystko to razem wywarło na mnie raczej przygnębiające wrażenie. Czułam się trochę, jak by nie można tu było oddychać pełną piersią.

A na sam koniec naszego pobytu się przeziębiłam i już na prawdę nie mogłam oddychać pełną piersią 🙁

Zastanawiałam się, czy w tak małym i tak rozwiniętym państwie mają w ogóle wojsko. Dzięki naszym przyjaciołom, udało nam się spotkać lokalesów (jeden z nich nawet pracował dla Singapurskiego rządu) od których dowiedzieliśmy się kilku ciekawych rzeczy. Okazało się, że jako państwo otoczone krajami muzułmańskimi, mają swoje obawy i w związku z tym mają obowiązkową służbe wojskową. Każdy mężczyzna, o ile nie studiuje musi ją odbyć. Nie zawsze to jednak jest służna wojskowa, często młodzi Singapurscy poborowi (tak jak jeden z naszych nowych kolegów) trafiają do służb medycznych, albo do policji.

Singapur jest totalnie uzależniony od swoich sąsiadów, jeżeli chodzi o dostawy energi, wody, żywności. Właściwie wszystko jest sprowadzane z zagranicy. No i w związku z tym wszystko jest tu bardzo drogie. Dla naszego backpakerskiego budżetu to był raczej wielki szok. Tubylcom, ceny zupełnie nie przeszkadzają. Wyglądało na to, że uwielbiaja się bawić, pić a cena zupełnie nie gra roli. Alkochol leje się butelkami, soki dzbanami a lód do drinków donosi się w wielkich kubłach wielkości wiader! Oni tu jednak pracują i za tydzień dostaną następną wypłatę, a my, no cóż… my wydawaliśmy nasze przez miesiące ciułane oszczędności. Kiedy na jedno piwo wydajesz dzienny budżet podróży po np Kambodży, to trochę żal się robi. Nic to jednak – doświadczyć trzeba wszystkiego. Singapuru również. I my tam byliśmy i ciut go doświadczyliśmy 🙂

Obserwuj i dziel się!
0

2 thoughts on “Singapur. Miasto restrykcji i kar.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *